Już od samego początku była wielka ekscytacja - bo niby jak bez ulic i samochodów można poruszać się po mieście,  bo niby jak można ulice ...

Wenecja

By | 12:39 Leave a Comment
Już od samego początku była wielka ekscytacja - bo niby jak bez ulic i samochodów można poruszać się po mieście,  bo niby jak można ulice zastąpić kanałami wodnymi. 
Ale zacznijmy od początku.  Plan był dosyć prosty - zostawiamy samochód na parkingu przed Wenecją i zaczynamy zwiedzać, ale dzień przed wycieczką polecono nam troszkę inne rozwiązanie, aby  uatrakcyjnić naszą podróż.  Zgodnie ze wskazówkami udaliśmy się do miejscowości  Punta Sabbioni,  skąd odpływają statki, łodzie i promy, które cumują niedaleko  jednej z kluczowych atrakcji Wenecji - Mostu Westchnień. Znalezienie miejsca parkingowego w Punta Sabbioni tuż przy samym porcie,  nie stanowiło żadnego problemu. Całodniowy koszt pozostawienia samochodu to ok  10  Euro i większość parkingów oferowało zbliżoną opłatę.   W odległości 200 metrów od strefy parkingowej znajdowało się wiele biur najróżniejszych armatorów oferujących „rejs” do Wenecji. Tutaj ceny zaczynały się od 7 do 15 Euro. Warto dodać, iż te oferty za 15 Euro dotyczyły biletów dziennych obowiązujących na wszystkich tramwajach wodnych  pływających już w samej Wenecji (miejskie statki i tramwaje oznaczone niebieskimi literami Actv).  My wybraliśmy  prywatnego armatora. Samo dopłynięcie do Wenecji trwało ok 30 minut i było dodatkową atrakcją, jeżeli dodać jeszcze możliwość kupienia na pokładzie pysznej włoskiej kawy.  Tak jak wcześniej pisaliśmy statek zatrzymuje się w centrum Wenecji, tuż przy Moście Westchnień, a  stamtąd  już prosta droga do zwiedzania tej magicznej perełki architektury.  Miejsc do zobaczenia jest bardzo wiele, Plac Św Marka, Pałac Dożów, Kanał Grande, Most Rialto  itd. Wszędzie tam tętni życie, w restauracjach rozbrzmiewa muzyka na żywo a wszędzie unosi się zapach espresso i gorącej pizzy.  Nas urzekły najbardziej nieuczęszczane uliczki, do których docieraliśmy przez przypadek, gdzie można było zobaczyć mieszkańców uciekających przed turystami, wywieszone pranie, popękane kamieniczki ubrane w stare zniszczone drzwi i okna. Właśnie w tych małych enklawach spokoju udało nam się zrobić parę zdjęć, które i tak nigdy nie oddadzą tego co dane nam było tam poczuć  - nastroju i klimatu spokoju i ciszy „chowającej się” przed gwarem zwiedzających i głośnych dyskusji Włochów. Poszukując atrakcji nieustannie błądziliśmy i gubiliśmy  się - co zresztą miało swój urok - bo przecież   głośne kłótnie na temat „tu już byliśmy, przecież szliśmy już tamtędy, ten most już był” zupełnie inaczej brzmią we Włoszech i idealnie wtapiają się w klimat tamtejszych miast i miasteczek.  Spacerowanie bez mapy zaprowadziło nas do  małej klimatycznej restauracyjki z przepyszną  pizzą - nie możemy jej nawet polecić, bo nie pamiętamy jak tam trafiliśmy, jak się nazywała i jak  udało nam się wrócić z powrotem do portu. Dla osób, które jeszcze nie zwiedzały Italii, istotna informacja o tzw. Coperto, które jest doliczane zwyczajowo  do rachunku, jako koszt przygotowania stolika.  W okolicach godziny 18.00 odpływał ostatni wodny tramwaj naszego armatora,  wcześniej krótka chwila na zakup pamiątkowej weneckiej maski,  a potem ostatnie spojrzenie, ostatnie zdjęcia i powrót.  Jedno jest pewne - z pewnością tam wrócimy, ale dalej nie będziemy mieć  ze sobą mapy, damy się poprowadzić Wenecji. Niech sama pokaże co jeszcze kryje w swoich zakamarkach.







Bluza - dzianinowe
Spodnie - zara
Bluzka - ryder_l
Buty - new balance

Nowszy post Starszy post Strona główna